Film
Link 12.08.2008 :: 17:56 Komentuj (0)
Link 14.05.2008 :: 18:56 Komentuj (1)
Hej,
zazwyczaj ogolnie jakos jestem twarda w obliczu wszelakich internetowych apeli pt pomoz-mojemu-umierajacemu-dziecku, ale. W Szczecinie mieszka 8letni chlopiec, ktory wkrotce umrze i fundacja Mam Marzenie pomaga mu zrealizowac jego ostatnie zyczenie. No i ten chlopiec sobie zazyczyl dostac duzo pocztowek. Wiec sobie mysle, ze wyslac pocztowke nic nie kosztuje. Ok trzeba pojsc na poczte i stanac w kolejce, poczta jest daleko od domu, a pani na poczcie niemila i jest pelno ludzi i duszno, a w dodatku nie ma czasu, jest nie po drodze i jaka pocztowke i co napisac. Jesli sie Wam uda pokonac te trudnosci to tu jest adres:
Mateuszek Lang
ul. Wiślana 37
70 - 885 Szczecin
mozna mu wyslac kartke z jakiegos miejsca, albo jakas fajna kolorowa z okazji 8mych urodzin, ktore bedzie mial wkrotce i ktore beda jego ostatnimi.
jesli mu nie wyslesz kartki, nic sie nie stanie, nie zepsuje ci sie pralka ani nie osiwieje kanarek. ale jesli wyslesz na pewno przez nastepne 5 minut bedziesz sie czuc lepiej.
pozdro od magdy o miekkim sercu
pf
Link 14.05.2008 :: 11:59 Komentuj (0)
Film skończony.
Przynajmniej ja moge udawać, że tak uważam.
W sobote po 18tej komputer wyplul wreszcie plyte z dobrze zgranym materialem.
O 20tej odbyla sie w iluzjonie premiera. Gdy wreszcie ktos przestal trzasc rzutnikiem znalazlem nawet chwile, by wzruszyc sie, ze moj film zajmuje ekran, na ktorym ogladalem wielkich Włochów, Francuzów, Brytyjczyków, Polaków; kina, do ktorego przed wojna chodzil moj dziadek.
Kina, ktore ponoc znow chca zamknac, zburzyc, zapomniec.
Po projekcji pan kinooperator zaprosil mnie do projektorni. "Te, rezyser, a chcesz zobaczyc z czego ja puszczam?". Uznalem to za jego ostateczna akceptacje mojego filmu w jego sali.
To chyba nie jest taki zly film. Jest bardzo prosty - to dobrze. Historie kilku osob, ktore w Polsce mogly sie czegos nauczyc, o innych, o sobie, o tym gdzie sa, o tym skad sa.
Uslyszalem "pokazales Polske jakiej nie znalem". O to mi chodzilo.
Teraz musze jeszcze przejsc sciezke zdrowia u zamawiajacych film, szerzej uwzglednic ich zyczenia i poprawki, zrobic jeszcze jedna ukladke, trzymac kciuki, by nie robic jesze jednej. i konec.
W poniedzialek zaczelismy kolejny film :)
Zupelnie inny, zupelnie, zupelnie inny. Zupelnie innych rzeczy sie naucze.
I bede w porcie wojskowym...
Dzis jest piekna pogoda.
Chyba przed wyjazdem do Madrytu nie docenialem tak bardzo Slonca. Teraz, kiedy tyle sie go nie widzi, lub nie w tak czystej, jak dzis postaci, czuje jego wplyw.
Wychodze z psem, kupuje Tygodnik, w nim nie do konca nieznany tekst o Izraelu. Izrealu, w ktorym chyba tez wlasnie tak swieci Slonce. Bardzo bym chcial, zeby film w Tel Avivie wypalil, ale szanse na to maleja i maleja.
Oj... Bardzo bym chcial.
Pojutrze egzamin z hiszpanskiego. Nie mowilem po hiszpansku od 3 miesiecy. Dramat.
Teraz slucham RadioCirculo. Wchodze na strone circulodebellasartes.es i tak teskno... Za tym sloncem, za ta jakoscia, przyjaznoscia miasta.
Jutro Masterclass w ramach DocReview. Fantastycznie!! Tymbardziej, ze moje zgloszenie nie warte bylo funta klakow.
A! Jeszcze jedno a propos i filmu i Izraela. Film Meduzy. Widzial ktos?
Sredniawka, co?
Link 24.04.2008 :: 12:21 Komentuj (3)
Zastanawiałem się czy wspomnieć o tym, że mam nowy komputer.
Z jednej strony przywilej ten przypada chyba tylko pierwszym komunistom, z drugiej jednak, to dzięki niemu znów mogę pisać na blogu, znów mogę dbać o pewne przyjaźnie na odległość, dzięki niemu przede wszystkim mogę wierzyć, że oddam film na czas…
Mój komputer jest piękny! Mój edytor tekstów jest piękny! Piękny ekran pięknie zasłania mi fragment pięknej pogody, która panuje wokół.
Mój komputer prosi, by napisać na nim książkę, a co najmniej scenariusz. Ma delikatną klawiaturę, która nie pozwala uderzać w spację kciukiem z całej dostępnej mi siły.
Książka lub scenariusz napisana na moim nowym komputerze powinna być świeża, żywa, pogodna, zabawna. Powinna odsłaniać ładny, dobry, ciepły, serdeczny świat.
Właściwie taki właśnie chcę teraz zrobić film. Choć nie jest łatwo.
Przez ostatnie 2-3 tygodnie jeździliśmy z operatorem po Polsce – od Białegostoku, przez Kujawy, Warszawę po Śląsk. Odwiedzaliśmy młodych ludzi, którzy postanowili rok swojego życia poświęcić Polsce; wolontariuszy przybywający z Hiszpanii, Francji, Anglii, Niemcy po Turcję i Gruzję.
Dzięki temu filmowi wszedłem do miejsc, do których nigdy wcześniej nie odważyłbym się nawet zajrzeć. Największe wrażenie zrobiło na mnie warszawskie przedszkole dla dzieci upośledzonych umysłowo w stopniu znacznym.
Dzieci, niektóre starsze ode mnie, jeśli potrafią mówić, to najwyżej krzyczą w kółko jedno słowo, jedno imię. Nie potrafiłem rozszyfrować ich zachowań, reakcji. Wydają się działać według innego kodu, innego nie tylko języka, może kultury, może obyczaju. Inaczej okazują radość, bo nie da się zaprzeczyć temu, że radość okazują. Nie da się nie zauważyć, że cieszą się, że są w przedszkolu, że mają towarzystwo, że czują ciepło opiekunów.
Ale, może to okrutne co powiem, nawet na pewno, ale jeśli to ocena, to co najwyżej mnie samego. Trudno było mi odnaleźć w nich człowieka, żywego człowieka. Nie wiem… Wciąż biję się z myślami, bo przecież wiem jak to brzmi. Spędziłem z nimi ledwie 6? 8 godzin? Ale nie wiem. I pewnie dlatego robi to na mnie takie wrażenie. Bo nie wiem jak się do tego odnieść, wciąż nie chce się to w głowie ułożyć.
Film jednak, cel wypraw, wszystko kręciło się wokół wolontariuszy.
Kim jest taki wolontariusz? Jest młodym człowiekiem z otwartą głową. Otwartą na ludzi, na pracę, na kulturę, na świat. Wszyscy wydają się mieć ze sobą bardzo dużo wspólnego. Nie zdziwiłbym się gdyby, mając taką możliwość, wszyscy głosowali na te samą partię. Dla filmu to właściwie dramat… Jak przedstawić kilkanaście osób, którzy czują podobnie, żyją podobnie, doświadczają podobnie?
A gdzie konflikt? Gdzie łza? Jeszcze nie wiem. Może znajdę odpowiedź za tydzień? Muszę ją znaleźć do 8 maja… 9tego pokaz w Komisji Europejskiej, 10tego największa premiera mojego filmu w historii… pokaz w iluzjonie.
Chciałbym, żeby to był dobry film. I dobry rzemieślniczo i dobry w przesłaniu. Chciałbym, aby było widać na ekranie, to, co ja widziałem stojąc obok kamery: że Polska nie jest zapyziała, że nie wszystko robimy byle jak, że nie jesteśmy narodem leniwych gburów.
W wersji pozytywnej: że Polska jest fajna.
Że nie spotkałem jednej osoby, która źle by się tu czuła, która nie wychwalałaby gościnności Polaków. A najważniejsze, że przyjeżdżając do miejscowości, których wcześniej nie umiałem znaleźć na mapie, spotykałem ludzi, naszych rodaków, którzy od zera, po cichu, bez pompy, bez rozgłosu zbudowali cudowne, prężnie działające, nawet ładnie urządzone przestrzenie, gdzie dzieją się wielkie rzeczy. Czy to upośledzone dzieci, czy dorośli, czy niewidomi, czy uchodźcy z Czeczenii – okazuje się, że w tych trudnych tematach można zorganizować coś świetnego, nie tylko na Polskim, czy europejskim poziomie, ale po prostu międzyludzkim.
I że nikt nie ma prawa określić ich pracy, zaangażowania, efektów jako „byle-jakie”.
Że Polska jest gościnna, otwarta, ciekawa świata, wyciągająca rękę, skuteczna, pełna pasji, gustowna, czysta. Że ktoś może słusznie tak nas postrzegać.
I, oczywiście, że warto pomagać.
Taki chciałbym zrobić film. Na razie jestem w lesie.
p.s.
and now i look like that... and i do enjoy my toys...

rzut powrot
Link 10.02.2008 :: 17:43 Komentuj (1)
fajnie!! 3 ksiazki do przeczytania czekaja w Pl!! musze je najpierw kupic, ale spoko!! w ogole wroce, bede zebral o wszystko na studiach, siedzial w czytelni by najakiekolwiek zajęcia sie przygotowac. Ciekawe czy znow zaczne palic papierosy? Od roku do Polski przyjezdzalem (not only but also) na zakupy. Teraz znow ksiazki, komputer czeba naprawic... ale sie ciesze!
Wąty odc 1
Link 15.01.2008 :: 23:46 Komentuj (1)
"Dialog", "inny", "pamięć", "main stream", "opinia publiczna"...
Wiele się dzieje i tak wiele jest okazji, by założyć marynarkę na golf i na zmianę ironicznie się uśmiechać, sarkać, spoglądać znad okularów, mówić słowa zakończone na -acja i -ość.
Benedykt XVI staje się na powrót człowiekiem - nie zostaje wpuszczony na rzymski uniwersytet.
Okazuje się że nie jest tylko następcą "Świętego", ale przede wszystkim rybaka Szymona Piotra. Faceta, który trzykrotnie wyparł się Chrystusa.
Chrystusa, który zapewne kilka razy dziennie oddawał mocz. Chrystusa - syna Marii, która zapewne miewała okres. Chrystusa, który przyszedł na świat, jak może po trzech tygodniach pamiętamy, w stajence, bo stamtąd tylko jego brzemiennej matki i opiekuna nie wypędzono.
Jezus jest synem Boga, tak jak każdy z nas, choć ma, po tej prawicy Ojca nieco lepiej - nie każdy jest zbawicielem.
Święty Piotr poczęty zaś został chyba zupełnie zwyczajnie - tak jak ja i Ty. Bardzo możliwe, że jakiś święty poczęty zostanie niebawem przy pomocy pipety... ale dziś nie o tym.
Benedykt XVI, na którego tata wołał pewnie "Józek", a na pewno "Joseph". Może chodził do klubów, na prywatki czy na impreze do bawarskiej remizy. Może też kiedyś jakiś niemiecki klubowy bramkarz powiedział: "Ej, ty nie wchodzisz. Nie podobasz mi się! Może Joseph nalegał i w odpowiedzi usłyszał: Wypier.....". Oczywiste, prawda?
Jestem pewien, że Joseph Ratzinger z dniem 19 kwietnia 2005 nie dostał skrzydeł, aureoli, że wciąż chodzi do ubikacji, że wciąż naciska klamkę gdy chce otworzyć drzwi. Pierwszą strawą Benedykta XVI nie były raczej "Wszystkie rozumy w sosie własnym". Gdyby było inaczej może nie moglibyśmy zrozumieć jego słów, może wcale by z nami nie rozmawiał, może na wzajem byśmy się nie obchodzili.
A tak Joseph Alois, z zawodu biskup Rzymu, planował odwiedzić uniwersytet w swoim rewirze.
Usłyszał jednak "Wypier.....". Nie on pierwszy, nie ostatni w historii Kościoła. Czuję się jego częścią i też pewnie kiedyś zwrot ten, w takiej czy innej formie, usłyszałem. Benedykt XVI usłyszał go publicznie w skrajnie, moim zdaniem, idiotycznej i prostackiej formie. "Bo Galileusz" - a może bo "Pana Jezusa zabili żydzi" albo "bo mi się nie podobasz", "bo ja tak chce".
Złamany został w ten sposób pewien obyczaj. Jak sie dostaje w mordę na ulicy, też złamany zostaje pewien obyczaj. Karol Wojtyła na ulicy właśnie dostał kulkę.
Wszyscy oni, a także ci, którzy się za takich uważają, jesteśmy ziomkami z tego samego Kościoła: Szymon Piotr, Joseph Ratzinger, Karol Wojtyła i Kajtek Prochyra. Jeden ziomek święty, trzech papieży, ostatni jakoś nie rokuje. No i Jezus. To jest ziomek niezły...
I wszyscy kiedyś usłyszeli "Spadaj!".
W ogóle, wierzę, że sporo nas łączy.
Link 11.01.2008 :: 00:31 Komentuj (2)
Właśnie stwierdziłem, że się zaaklimatyzowałem.
Wróciłem. I to, że od mojego powrotu minął dziś dokładnie tydzień, nie jest wykalkulowane.
Powrót był ciężki. Wylot był ciężki. Lot był ciężki.
Obudziłem się pijany, taki pakowałem podręczny bagaż (nic nie wziąłem), taki czekałem godziny na odprawie.
Leciałem obok fantastycznie grzecznego niemowlaka.
Kac gładko przeszedł w chorobę aklimatyzacyjną.
Trzeźwy poczułem się chyba dopiero w niedzielę. Wieczorem - po wyjściu z kina.
"13 róż".
Myślę, że nie zobaczymy tego filmu w Polsce. Stracimy co najwyżej chwile radości, że i w krainie Almodovara i Bardema robi się złe, ckliwe filmy bez serca, upamiętniające własną narodową historię - czy raczej rozjeżdżające ją walcem, za to w ładnych kostiumach.
Dziś miałem pierwszą lekcje w ramach nowego wspaniałego kursu hiszpańskiego. Stado dzikich koni uśmieje się, gdy dowie się na jakim poziomie jest kurs.
Bardzo się cieszę. Nowy bodziec, nowa motywacja. Są prace domowe. Pani prof każe słuchać radia. Dostałem podręcznik. Kupiłem sobie zeszyt.
Zaczynam wierzyć, że wyrobiłem sobie jakąś dyscyplinę. Czas już tak mi nie ucieka.
O ósmej-dziewiątej rzeczywiście siadam do pracy i siedzę tak do jedenastej, dwunastej. Przydałoby się jeszcze coś wysiedzieć, ale widać pewien postęp.
W sumie to tu, rok temu powstało najwięcej pomysłów do mojego wielkiego scenariusza.
Dziś też byłem w kinie. Film "This is England". Obejrzałem go wraz z obywatelką owej England. Podobało jej się. Mnie właściwie też. Choć bez przesady.
Wielki plus filmu: historia opowiedziana jest oczyma dziecka, jednak zupełnie bez pretensjonalności tak częstej (permanentnej) przy tego typu perspektywie. Historia to bardziej o dojrzewaniu, niż o rasizmie. Ładne zdjęcia - konsekwentnie i bez tandety stylizowane na lata 80te. Ładna, przemyślana, znacząca muzyka.
Niestety wciąż, gdy wchodzę na sale projekcyjną, liczę, że zobaczę 4 miesiące 3 tygodnie i 2 dni. To jest genialny film. Kto nie widział niech zobaczy. Arcydzieło.
Zaczynam mieć plany na weekend.
Tak.
Znów jestem w Madrycie.
Vuelvo al sur
Link 05.01.2008 :: 02:11 Komentuj (0)
Za dziesiec druga w nocy, wlasnie zjadlem kolacje,
znaczy, ze vuelvo al sur.
A poludnie wita cieplo.
Prosi, zeby po wyjsciu z samolotu nie zakladac kurtki.
W ciagu dnia radzi zdjac szalik, spod kolnierza marynarki.
Poludnie popiera strajkujacych sprzataczy metra.
Smieci i tak znikaja w jakis tajemniczy sposob, bo strajk zaczal sie przed swietami a metro, mimo, ze po schodach trudno juz wejsc, od zwalu gazet, wciaz dziala.
Poludnie nie maja gebusi. Samolot do Polski wypelniaja gebusie.
Poludnie zna wloska restauracje, w ktorej za 5 euro mozna wziac na wynos prawie najlepszy makaron jaki jadlem. (Najlepszy jadlem tez z Poludniem, gdy na kolacje zaprosili mnie... Wlosi).
Na tym moim poludniu nie spotkam raczej znajomego na ulicy. Zdarza sie, wtedy sie ciesze, choc na ogol to i tak tylko znajomy z widzenia.
Poludnie nie mowi moim jezykiem, nawet gdy ja mowie jego.
Ale chyba Poludnie zostawia smutki za progiem.
Aqui no hace falta nada.
Przypisy :P
Vuelvo al sur to tango Piazzoli, najlepiej (nie "moim zdaniem", po prostu mam racje) zaspiewane przez Roberto Goyeneche, zwanego tez El Polaco.
Aqui no hace falta nada to z piosenki Le monde est fou Balla Tounkara.
Tak. Brakuje mi audycji. Powroca jak tylko naprawie sobie komputer. Licze, ze juz w te niedziele.
Permanentny Dzień Praw Człowieka
Link 12.12.2007 :: 19:27 Komentuj (2)
Dziś, teamradio.pl, 22:00
Prawa Człowieka w muzyce
gg: 2568260
http://pl.wikisource.org/wiki/Powszechna_Deklaracja_Praw_Cz%C5%82owieka
http://udhr.net/
p.s. Dzień Praw Człowieka
Link 11.12.2007 :: 20:04 Komentuj (0)
A poza tym jutro (środa)
od 22:00 do północy
Prawa człowieka w muzyce
- teamradio.pl, kanał autorski


